Dekalog turysty na Ukrainie. Ciąg dalszy mitów.

homepage >> Ukraina

Popularność artykułu ukraińskie mity i stereotypy, opublikowanego przeze mnie kilka dni temu na blogu Ukraina skłoniła mnie do przejrzenia zasobów polskiego internetu w poszukiwaniu dalszych „rewelacji” z Ukrainy.


Na stronie internetowej http://www.horeca.pl/vademecum_branzy/euro_2012/art3.html (aby przejrzeć artykuł oraz komentarze proszę skopiować powyższy link i wkleić w okno wyszukiwarki) pojawił się niedawno artykuł pod ciekawym tytułem:
Dekalog turysty na Ukrainie.

Podpisany domeną horeca.pl sprawia wrażenie artykułu redakcyjnego, czyli powstałego w ramach niby poważnego serwisu internetowego zajmującego się tworzeniem: „przyjaznego dla użytkowników kompendium wiedzy i najświeższych wiadomości dla branży HoReCa. Jako platforma branżowa portal horeca.pl umożliwia między innymi podejmowanie skutecznych kontaktów pomiędzy dostawcami usług, wykonawcami, producentami a hotelarzami i gastronomami.”

Wracam do artykułu, pozwalając sobie na pewne swoje myśli.

1. Ciepła woda ? nie warto nastawiać się na warunki znane z polskich hoteli czy kwater prywatnych. Jeśli nocleg kosztuje poniżej 40 zł od osoby o ciepłą wodę należy zapytać obowiązkowo, choć w każdym innym wypadku (pomijając może hotele znanych sieci) też warto zapytać dla pewności. Zdarza się tak, że pensjonat, a nawet hotel wyglądający w przystępnie, dysponuje co prawda odpowiednią instalacją zdolną podgrzać wodę we wszystkich pomieszczeniach, gdzie jest ona dostępna, ale nie jest władny uczynić to jednocześnie. Efektem czego w godzinach porannych, kiedy w niemal każdej łazience używana jest woda, osoby które odkręciły kurek z ciepłą wodą za późno, mogą zostać niemiło zaskoczone.

Pięknie napisane, ba nawet w niektórych regionach Ukrainy się to moze sprawdza (np. w niektórych częściach Lwowa ciepła woda może występować w określonych godzinach, chociaż i to się zmienia na lepsze), tylko czy jest to rzetelna opinia o całym kraju i obiektywne kompendium wiedzy dla osób z branży? Zgoda – zapytać o ciepłą wodę trzeba, ale od tekstu mającego ambicję bycia dekalogiem wymaga się więcej obiektywizmu.

2. Sanitariaty publiczne na Ukrainie (link do innej strony serwisu HoReCa usunięto ? przypis mój/admin) sieć sanitariatów może zdziwić, po pierwsze dlatego, że budowa tradycyjnego sedesu jest zubożona w stosunku do naszych przyzwyczajeń (i składa się z ceramicznej podkładki pod stopy i zamocowanej w ziemi muszli, co zmusza do oddawania moczu i nie tylko – na stojąco). Po drugie jeśli zatrzymujemy się na stacji benzynowej, idziemy do restauracji czy centrum handlowego – zwłaszcza w centrum lub na wschodzie kraju – nie powinniśmy liczyć, że jakość obiektu będzie tożsama z jakością tamtejszych sanitariatów.

Czy na Ukrainie są tylko dwa sanitariaty, jak chciałby dowieść autor artykułu (podając w niecytowanej przeze mnie części tego punktu dwa przykłady)? Może inne sanitariaty były w lepszym stanie i nie warto było o nich wspominać, aby nie zakłócać negatywnego przekazu, jaki ma nieść artykuł? Faktycznie – sieć sanitariatów na Ukrainie nie przedstawia się imponująco (co tu dużo mówić, w Polsce jest pod tym względem niewiele lepiej), ale odwiedzane przeze mnie tego rodzaju przybytki w różnych zakątkach tego kraju nie przeraziły na tyle, by zacząć nosić ze sobą pampersy.

3. Meldunek – w przypadku ośrodków wczasowych z epoki radzieckiej oraz niektórych hoteli trzeba się przygotować na dość żmudną procedurę meldowania, która składa się z wypełnienia specjalnej deklaracji, na której zobowiązani jesteśmy wpisać swój adres domowy, cel i długość pobytu w konkretnym miejscu, a czasem także relacje personalne między osobami wynajmującymi jeden pokój.

Prosimy o przykłady! Ja zawsze daję swój paszport i ktoś z recepcji pobiera podstawowe dane z tego dokumentu, a w przypadku grup turystycznych (jestem pilotem wycieczek) wszelkie papierkowe formalności przejmuje recepcja.  Spotykam za to uśmiechnięte panie w recepcji, które szczerze cieszą się na wizytę każdego gościa.

4. Miejscowości turystyczne nie na każdą kieszeń – wjeżdżając na Ukrainę i chcąc znaleźć nocleg za rozsądną cenę (do 150 zł za dwuosobowy pokój) należy liczyć się ze znacznymi różnicami w wyposażeniu, jakie mogą pojawić się w różnych miejscach kraju, a nawet różnych hotelach w tym samym mieście.

Zasada jest taka, że w 40 procentach cena odpowiada wartości, zaś pozostałe 60 procent to sytuacja, kiedy cena jest albo za niska, ale co częściej spotykane za wysoka jak na zastane warunki. Przykład? W centrum Lwowa vis-a-vis Opery Narodowej hotel za 200 hrywien oferuje pokoje, których wyposażenie jest od około 20 (może 25) lat niezmienne. Wanna z żółtawym nalotem, zardzewiały prysznic, brak lustra, końcówki od spłuczki, zatkany odpływ i brak możliwości zamknięcia drzwi (nie na zamek, a w ogóle).

Autor artykułu połasił się na niedrogi nocleg w hotelu Lwów, znanym z tego, że jest jednym z najgorszych hoteli we Lwowie. Nic dziwnego, dwójka kosztuje tam (wg obecnego kursu hrywny) ok. 70 zł, zatem jest to cena niewygórowana. A jednak – opinia o całej bazie hotelowej na Ukrainie powstaje na podstawie jednego obiektu… gratulacje dla fachowców z branży HoReCa!!!

5. Motele – pod pojęciem „motel” na Ukrainie może kryć się zarówno to, co zwykliśmy tak nazywać w Polsce, jak i to, co u nas nazywa się ?kwaterą na godziny?. Często można spotkać się z postawionymi w szeregu domkami, zwykle o podstawowym wyposażeniu, gdzie już za kilka hrywien za godzinę można się ?przespać? (w takich miejscach zwykle jest bardzo bogaty program kablówki). W przypadku podróżowania we dwoje, należy pamiętać, że tego typu motele stoją zwykle w bliskim sąsiedztwie dużych parkingów dla tirów, więc samotnie przechadzająca się tam kobieta będzie wzbudzać zainteresowanie ze strony kierowców, co może z kolei wiązać się z szeregiem niepotrzebnych problemów.

W Polsce pod tym względem jest podobnie, więc nie widzę powodów, dla których trzeba straszyć turystów. Ale jeśli miał to być dekalog – to faktycznie trzeba 10 punktów napisać, w myśl zasady: „byłem raz czy dwa, jestem już specjalistą i udzielę się publicznie”.

7. Milicja – zasada działania drogówki jest prosta, skoro milicjant zarabia około 1500 hrywien miesięcznie (około 700 zł), nie może pozwolić sobie na przeoczenie choćby jednego obcokrajowca, któremu potencjalnie da się wmówić przekroczenie przepisów. Zachowanie turysty powinno w takich przypadkach być zgodne z zasadą: nie podważamy opinii milicji o przepisach, tylko ew. negocjujemy wysokość mandatu. Jeśli wziąć pod uwagę ceny na Ukrainie, można spokojnie doliczyć do nich około 100 hrywien i potraktować mandaty jako opłatę klimatyczną (link do innej strony serwisu HoReCa usunięto – przypis mój/admin).

Poniekąd można też zachowanie milicji tłumaczyć dość specyficznym podejściem ukraińskich kierowców do przepisów ruchu drogowego, bo jakość dróg nikomu tutaj nie przeszkadza.

Mitologizowanie ukraińskiej milicji drogowej w Polsce jest na porządku dziennym. Zgodzę się, że stopień skorumpowania milicji na Ukrainie jest znacznie większy niż w Polsce, ale uwaga mówiąca o tym, że milicja z ustęsknieniem czeka na obcokrajowców jest dużym nieporozumieniem. Autokarów, które ja pilotowałem nigdy nie zatrzymano do żadnej kontroli, samochodów z zagraniczną rejestracją (inną niż ukraińska czy rosyjska) na Ukrainie jest naprawdę niewiele, więc na nich milicja się nie wzbogaci. Kto bywa we Lwowie wie – jak trudno znaleźć tam samochód z polską rejestracją, że o innych regionach kraju nie wspomnę.

8. Ceny – od dwóch lat wjeżdżając na Ukrainę Polak nie czuje się już jak ?Pan Świata?, nieco podrożała benzyna, jedzenie i noclegi. Wódkę nadal można kupować za kilka hrwien, a paczka Marlboro kosztuje około 3 zł. Jednak najbardziej nie dziwią wciąż utrzymujące się bardzo niskie ceny niektórych produktów, a raczej bardzo duże różnice w cenach w poszczególnych obszarach kraju. Za obiad we Lwowie (solanka, barszcz ukraiński, pielemienie, befsztyk wołowy, ziemniaki i zestaw surówek) zapłacimy około 200 hrywien, za podobny zestaw w Zaporożu już o połowę mniej.

Nie wiem, gdzie autor się stołował i jaką wódkę pił. Najtańsze pół litra w sklepie to minimum 12-13 UAH (a więc kilkanaście hrywien), przykładowo podany w artykule obiad we Lwowie można zjeść za 80 – 120 UAH, ale też można wydać na to i 200 UAH.  Ale jak się pije bimber za kilka hrywien i jada w droższych knajpach to i wnioski z pobytu w tym kraju mogą być nieprecyzyjne (a szkoda, bo miał to być profesjonalnie przygotowany dekalog turysty).

9. Turyści – już nie wrogowie, jeszcze nie przyjaciele ? nie wszystkie regiony Ukrainy przyzwyczaiły się do obecności turystów, stąd nie zawsze są oni traktowani tak, jak przyzwyczaiły ich do tego kraje zachodnioeuropejskie. Nie zawsze wejście na teren obiektu zabytkowego jest równoznaczne z możliwością bezproblemowego obejrzenia wszystkiego, co turystę interesuje.

Czasem tuż przed wejściem do kaplicy okazuje się, że bilet uprawniający do zwiedzania, nie obejmuje danego obiektu i trzeba się udać z powrotem do wejścia i dokupić potrzebną wejściówkę. Nierzadko panie pracujące w muzeach czy kaplicach mówią wyłącznie po ukraińsku, a zakres ulotek opisujących zabytek obejmuje wyłącznie wersje rosyjską i ukraińską. Turysty nie zachęci pewnie też ogólnie panująca miłość do cyrylicy, która objawia się brakiem oznaczeń w alfabecie rzymskim.

W różnych krajach Europy (w Polsce także) istnieją muzea, do których wstęp kosztuje np. niewiele, ale za wstęp na wybrane wystawy trzeba dokupic dodatkowy bilet lub też zakupić coś w rodzaju pakietu. Na przykład na praskim Wyszehradzie tak jest (za darmo do katedry Św.Wita, bodajże dwa karnety na wstęp: tańszy i droższy do pozostałych atrakcji). Co zaś się tyczy języka – niechże autor pojedzie do Francji (numer 1 w Europie, jeśli chodzi o ilość przybywających turystów) i bez znajomości francuskiego bezproblemowo spędzi swoje wakacje. Róznica pomiędzy Francuzem a Ukraińcem będzie taka, że ten ostatni postara się za wszelką cenę turyście pomóc.

Krótki komentarz:

Idą w świat różne opinie, napisane przez wszelkiej maści turystów i tzw. ekspertów, opublikowane w mniej lub bardziej poważnych gazetach, stronach internetowych – przekazywane następnie szerokiej publice i powtarzane w kółko. Uogólnienia, przekłamania, przeinaczenia, niezrozumienie tematu czy wręcz dyletanctwo w tworzeniu artykułów skutkuje tym, że nadal większość Polaków uważa Ukrainę za kraj niepewny, a podróż do Lwowa, Kijowa czy na Krym za szczyt odwagi.  Powiem jedno:  precz z domorosłymi analitykami, którzy dzielą rzeczywistość na białe i czarne… precz z tymi, którzy pod płaszczykiem poważnego wydawałoby się serwisu internetowego piszą bzdury, będące wynikiem przyjętej metodologii sprowadzającej sie do uogólniania.

3 komentarze

3 Comments

  1. Jacek says:

    Siedzę w pokoju hotelu Star w Stryiu we wschodniej Ukrainie. Za trzy osoby (jedno dziecko 12 l) w całkiem przyzwoitym hotelu (jeszcze nie jedliśmy śniadania więc piszę o pokoju) zapłaciliśmy 116 zł za noc. Obsługa wręcz biega, co jest nieco frustrujące bo czujemy się jakby od nas zależał ich los… Stereotypy dotyczące infrastruktury są … niedoszacowane. Rejony przed które przejeżdżaliśmy to cywilizacyjna zapaść. Stan dróg jest niewyobrażalnie zły nawet jak dla Polaka co niejedno widział łącznie z Albanią. Budynki się sypią, za to .. mnóstwo miejsc parkingowych bo ilość samochodów jest mniej więcej taka jak u nas pod koniec lat 60 a i w 80% są niewiele młodsze. Za to przed chwilą wróciliśmy z niezłej pizzy (przybytek o nazwie Chicago) za która z 2 piwami i colą zapłaciliśmy ok 25 zł. Milicji na drodze nie spotkaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *