kajaki rzeka ula na litwie

Rzeki Uła i Mereczanka

To nie są rzeki dla nowicjuszy – nie polecam spływu nimi osobom, które nie mają dużego doświadczenia kajakowego na polskich rzekach uznawanych za trudniejsze (Krutynia i Biebrza się tutaj nie liczą). Spływaliśmy w okresie Bożego Ciała 2007 roku, kajaki dostarczyła (wraz z nami) firma z Augustowa.

Ten tekst powstał 10 lat temu. W czasie naszego spływu mieliśmy do dyspozycji jedyny ówcześnie przewodnik dla kajakarzy książka autorstwa Jana Kramka.

Informacje wstępne

Na rzece Ule trzeba uważać z jednej strony na bardzo często występujące powalone drzewa (często sięgające aż do lustro wody, a więc niewidoczne z pewnej odległości), a z drugiej strony na mielizny, występujące nie tylko w zakolach, ale także często na środku rzeki. Uła jest raczej wąską rzeką – od 6-8m w rejonie Krokslys i Rudni, do 14-18 metrów w środkowym i dolnym biegu.
Na Mereczance trzeba uważać na głazy zanurzone w wodzie – często tuż pod powierzchnią lustra wody. Łatwo je zobaczyć – obserwując miejsca tworzenia się bystrzy.
Zdecydowanie nie polecam spływu w czasie, gdy rzeki toczą swoje wody po okresie zimowym – prędkość nurtu może być wtedy dla niewprawionych kajakarzy zabójcza.

Infrastruktura turystyczna

Wszędzie na trasie brak było infrastruktury turystycznej, sklepów nie ma praktycznie aż do Puvociai, a pola namiotowe mają bardzo spartańskie warunki (za wyjątkiem pola namiotowego w Manciagire i Puvociai – należących do Dżukijskiego Parku Narodowego, gdzie były wychodki).
Warto nauczyć się kilku słów po litewsku – nam znajomość tych kilku słów otwierała wszystkie drogi. Gdy nie mogliśmy już powiedzieć czegoś po litewsku, próbowaliśmy po angielsku, następnie po polsku. Rosyjskiego używaliśmy, jeśli wcześniej zaczęli go używać nasi litewscy rozmówcy.
"Last but not least" - na te rzeki zamawiajcie niewielkie, zwrotne kajaki (dotyczy to głównie Uły). My mieliśmy długaśne landary, którymi trudno było manewrować na krętej i rwącej rzece.



Dojazd do Litwy

Tradycyjnie w weekend Bożego Ciała wybieraliśmy się stałą paczką na spływ kajakowy. W 2007 roku nasza kierowniczka Beata wymyśliła nam spływ rzekami Litwy – Ułą i Mereczanką na odcinku od Krakszli (lit. Krokslys) do Merecza (lit. Merkine). Odcinek ten o długości 69,5 km zaplanowany został na 4 dni (łącznie z transferem z Augustowa) i prowadził przez tereny południowej Litwy (lit. Dzukija) oraz Dżukijskiego Parku Narodowego. Zaopatrzeni w prowiant na 4 dni, w mapę z pascalowskiej serii przewodników dla kajakarzy oraz w sprzęt turystyczny i dobre humory wyruszyliśmy o 6.15 rano w Boże Ciało z Warszawy w stronę Augustowa. Stąd (po pozostawieniu samochodów) wraz z kajakami mieliśmy udać się na Litwę. W Augustowie szybko i sprawnie zapakowaliśmy się do busów i rozpoczęliśmy podróż na Litwę. Po drodze – przejeżdżając przez znane mi już wsie na trasie z Augustowa do Sejn – wspominałem ubiegłoroczny pobyt w Puszczy Augustowskiej, jednodniowy spływ cudowną Czarną Hańczą i wyprawy po grzyby.

Witaj Litwo

Na granicy polsko-litewskiej w Ogrodnikach nie zastaliśmy wielkiej kolejki – raptem kilka samochodów, zatem szybko nas odprawiono (był to jeszcze ostatni rok przed Schengen). Tak znaleźliśmy się na Litwie. Dla mnie była to pierwsza wyprawa do naszego północno-wschodniego sąsiada. Litwa kontrastuje z Polską pod kilkoma względami – rzuca się w oczy dużo mniejszy ruch samochodowy oraz wielkie połacie nieuprawianej ziemi (później się przekonałem, że na Żmudzi, położonej na północnym zachodzie kraju, upraw jest znacznie więcej niż w południowo-wschodniej części). Na Litwie jest jakby spokojniej, ciszej, bardziej sielsko. W drodze do Oran (lit. Varena) mijaliśmy mniejsze i większe wsie oraz niewielkie miasteczka – w sumie kilka miejscowości. Niesamowite wrażenie zrobił na nas Merecz – piękny widok na cudny Niemen, wzgórze Królowej Bony oraz urokliwa zabudowa drewniana miasteczka – to niezaprzeczalne atuty miejscowości.

szukanie wlasciwej drogi na litwie

W Oranach trochę pobłądziliśmy (fatalne oznakowanie – dużo gorsze niż w polskich miasteczkach), aczkolwiek samo miasto jest pięknie położone, wśród sosnowych lasów. Tak właściwie Orany dzielą się na dwie części – Stare i Nowe Orany, a przedwojenna granica polsko-litewska biegła tu wzdłuż Mereczanki. Stare Orany były przed II wojną światową po litewskiej stronie, a Nowe Orany po polskiej stronie.
Z Oran do Krakszli prowadzi bardzo niewygodna szutrowa droga, biegnąca w całości wśród lasów sosnowych. Przejazd każdego samochodu powoduje wzbijanie się tumanu piasku, co uniemożliwia obserwację drogi na odległość większą niż 20m.T a droga zresztą prowadzi do kilku wsi zagubionych gdzieś w lasach Dżukiji, a więc ruch na niej jest minimalny – dalej jest już tylko granica z Białorusią.
Do Krakszli dotarliśmy około 13.30 – jakby nie było jest to 110 km od granicy, a 160 km od Augustowa. Wodowanie kajaków przewidziane było przy moście drogowym w Krakszlach – miejscu dość niewygodnym dla większej liczby kajaków.

Spływ rzeką Ułą

Pierwszy odcinek Uły: Krakszle – Rudnia, o długości ok. 9 km nie należy do najciekawszych (i właściwie warto go pominąć, by wykorzystać czas na spływ Niemnem, polecałbym rozpocząć zatem spływ Ułą od miejscowości Zerwiny, lit. Zervynos). Nieprzyjemny zapach wody, jej wyjątkowa mętność i mało ciekawe krajobrazy ciągnące się do wsi Rudnia przemawiają na niekorzyść tego odcinka rzeki. Jedynym plusem na trasie jest krótki odcinek przez jezioro Uła. Na odcinku tym dość często spotykamy przeszkody w postaci powalonych drzew (głównie na odcinku do jeziora), jednak można je pokonać bez dużego wysiłku.

Pierwszy nocleg w Litwie

Do Rudni dopłynęliśmy w sumie późnym popołudniem – jedyne miejsce na rozbicie namiotów było po lewej stronie, na początku wsi, tuż za mostkiem (uwaga na bardzo niewygodny brzeg: wsiadanie i wysiadanie z kajaka jest utrudnione). Pole namiotowe to po prostu kawałek ziemi, z szopą, stajenką dla konika i wychodkiem. W 2007 roku kosztowało nas po 10 Lt (ok. 12 PLN) za namiot. Wieś Rudnia to biedna wieś, częściowo zamieszkała przez ludzi polskiego pochodzenia. Sporo zachodu zajęło nam znalezienie sklepu we wsi – owszem drewniany żółty budynek stoi w środku wsi, ale zamknięty na głucho nie napawał optymizmem. Okazało się jednak, że podstawowe artykuły spożywcze na spływie (piwo, chleb) można kupić u kobiety, sprzedającej ten asortyment w swoim domu.

nieczynny sklep w miejscowosci rudnia

Rankiem następnego dnia wypłynęliśmy w dalszą drogę – chcieliśmy tego dnia pokonać aż 24 km. Należy zachować ostrożność w Rudni przy przeniosce (jedynej na szlaku Uły), a dokładnie przy wysiadaniu z kajaka przed jazem.

Malownicza rzeka Uła

Szlak nasz prowadzi wśród lasów, mijamy często wysokie brzegi rzeki, malowniczo wijące się to po prawej, to po lewej stronie. Rzeka silnie meandruje, przeszkody w postaci powalonych drzew zdarzają się średnio co 100 metrów, a więc prędkość spływania nie jest imponująca. Po drodze jest niewiele dogodnych miejsc na odpoczynek, mało też możliwości by przyłożyć się do wykonania dobrego zdjęcia. Lepiej czasem zatrzymać się na mieliźnie, by ze spokojem napawać się ciszą. Na tym odcinku znaleźliśmy jeden punkt, gdzie należy szczególnie uważać – około kilometra przed granicą parku narodowego płynąc od Pauosupe wszerz rzeki leży powalone drzewo, którego się nie ominie – należy dobić do lewego brzegu i przeprowadzić kajak obok.

Dzukijski Park Narodowy

Po pewnym czasie rzeka wpływa na teren Dzukijskiego Parku Narodowego, o czym świadczy drewniana tablica przy rzece. Wpływając na kajakach na teren parku musieliśmy mieć kupione bilety wstępu (tym zajął się już nasz dostawca kajaków z Augustowa). Uła na razie nie zmienia swego charakteru – nadal płynie silnie meandrując i nadal w wodzie jest pełno przeszkód. Mijamy niewielką wieś Zerwiny (lit. Zervinos), a potem przepływamy pod mostem kolejowym, wysoko osadzonym na zboczach rzeki. Pod mostem kolejowym należy uważać na bystrze – rzeka gwałtownie porywa nas dalej na odległość ok. 100 metrów – ale przy braku gwałtownych ruchów nic złego stać się nie powinno. Od tego momentu zaczyna się najciekawszy odcinek rzeki – rzeka spływa jeszcze szybciej, powalonych drzew jest jakby mniej, za to więcej progów skalnych i tworzących się wtedy bystrz. Odcinek od mostu kolejowego do pola namiotowego w Monczagirach (lit. Manciagire) to zdecydowanie szybki odcinek – ponad 4 km pokonaliśmy w kilkadziesiąt minut.

rekreacyjny wyjazd na kajaki rzeka ula