Wpadł mi w oko dziś wieczorem artykuł na blogu koleżanki przewodniczki po Lwowie o grupach z Polski i pilotujących te grupy osobach. Lektura tego postu daje do myślenia – kształcenie pilotów w Polsce jest na różnym poziomie (bo jest wiele ośrodków uprawnionych do kształcenia), a i potrzebne są pewne cechy osobowościowe, dzięki którym wycieczka zostanie zgodnie ze sztuką pilotowana.
Przewodniczka świętą rację ma, gdy pisze:
Niestety, na wycieczkach sprawdza się tylko dyktatura – “teraz robimy to i to”, i tak nigdy się wszystkim nie dogodzi, ale mądry dyktator wsłucha się w głos ludu i zadowoli przynajmniej część.
cytat za: http://lwow.blox.pl/2009/07/po-co-jest-przewodnik.html
Dużo zależy zresztą nie tylko od pilota wycieczek, ale od osoby układającej program wycieczki. Suche ustalanie godzin przejazdu na podstawie li tylko ilości kilometrów (bez uwzględnienia klasyfikacji dróg oraz ew. przejazdów tranzytowych przez miasta), wciskanie na siłę atrakcji turystycznych tylko po to, by program ładnie wyglądał, wreszcie sztampowe podejście do klienta: ” mam jeden program, będzie dobry dla młodzieży, dorosłych i emerytów”.
Piloci bardzo często sporządzają tzw. sprawozdania z pilotowanych imprez (chociaż zapewne nie każde biuro tego wymaga) i w tych sprawozdaniach nie tylko winno wymieniać się swoje dokonania, ale przede wszystkim wnosić merytoryczne uwagi co do programów (co warto zwiedzać, co okazuje się przysłowiową “kichą”, gdzie pilot miał poślizg czasowy, gdzie warto zorganizować postój autokaru, bo np. smaczna i niedroga kuchnia jest, a oprócz niej przyzwoite szalety, itp…).
Mówi się w naszej branży, że dobry pilot wycieczek jest w stanie świetnie zrealizować kiepski program, a kiepski pilot jest w stanie zepsuć świetny program. To prawda! Zadajmy sobie zatem pytanie, czy warto narażać grupę turystów na wyjazd z kimś niedoświadczonym jako pilotem? Nie ma lepszego klienta niż ten, który czyjekolwiek biuro podróży wskaże jako godne zaufania (dając tym samym osobistą rekomendację).
Przeglądam zatem czasem spisy pilotów i widzę pilotów – specjalistów od wielu krajów Europy (od Wielkiej Brytanii po Rosję). Niby w tym nic dziwnego, bo przecież pilot udziela tylko ogólnej informacji krajoznawczej, ale czy powielenie przez mikrofon wiadomości pozyskanych z Wikipedii (czy innych podobnych źródeł) jest wystarczające? Czy piloci (tak jak np. adwokaci, notariusze, lekarze, nauczyciele, itp…) nie winni kształcić się poprzez studyjne podróże do krajów, do których z lubością zawodowo jeżdżą?
Wydaje mi się, że warto stawiać na takich pilotów, którzy umieją poza suchymi faktami odnaleźć się w danym kraju wraz z grupą turystyczną. I nie chodzi tu wcale o znajomość języka, tylko o umiejętność reagowania w trudnej sytuacji z jednej strony oraz o taką realizację programu, dzięki której wycieczka będzie swego rodzaju arcydziełem.

