Feed on
Posts
Comments

Nasza pierwsza eskapada prowadziła nas w ciekawy krajobrazowo Beskid Sądecki – w rejon Pasma Radziejowej w Popradzkim Parku Krajobrazowym. Założyliśmy sobie, że przez dwa dni wykonamy w górach dużą pętlę, ze startem i finiszem w Rytrze a noclegiem w Szczawnicy. Muszę przyznać, że nasze zamierzenie udało się wykonać (choć nie wszystkim uczestnikom tą samą drogą). Dodatkowym plusem był fakt, że nasza eskapada stała się imprezą o międzynarodowym zasięgu, ponieważ doprosiliśmy do towarzystwa 3 przemiłych obywateli Republiki Czeskiej – dwóch panów i jedną dziewczynę.

Pierwsza grupa z Warszawy wyjechała w piątek około 17.00 z założeniem, że przed wyjściem w góry wolą przenocować na miejscu w Rytrze, do którego dotarli około północy.   Czesi dojechali na 22.00, więc byli najszybsi, ale mieli też zdecydowanie najbliżej.

Druga grupa wystartowała o zabójczej dla wszystkich 3.00 nad ranem spod Mokotowa, zbierając po drodze współtowarzyszy podróży z Warszawy oraz Pruszkowa. Z Janek wyjechaliśmy o 4.10 i z jednym tylko postojem dotarliśmy do Rytra o 9.10 (zgodnie z rozkładem jazdy).

Po pozostawieniu samochodów na parkingu, po wypiciu kieliszka nalewki doktora Jana Bechera i posiłku podjęliśmy wędrówkę szlakiem niebieskim w stronę Przehyby (wyjście z Rytra o 10.30).

Już po kilku kilometrach osiągnęliśmy stan podwyższonego zmęczenia naszych organizmów, spowodowany nie tylko czeskim piwem i Becherowką ale także dość wysoką temperaturą oraz trudnościami na szlaku. Nadmienię jednak, że 3 dzielne dziewczyny podjęły się zadania zdobycia Przehyby z marszu i zadanie to wykonały. Reszta grupy z mniejszym lub większym wysiłkiem dołączyła w godzinę później.

W drodze na Przehybę mieliśmy okazję podziwiać piękną panoramę doliny Dunajca na wysokości Starego Sącza. Po drugiej stronie szlaku, w głębi pojawiła się Radziejowa – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego i cel naszej jutrzejszej wyprawy oraz towarzyszące jej Złomisty Wierch i Wielki Rogacz.

Pięknie świeciło słońce na tarasie schroniska Przehyba. W naszym menu królował dość dobry żurek oraz pierogi z kuchni schroniskowej, kanapki wzięte z Warszawy, kiszone ogórki oraz piwko niesione w plecakach. Po posiłku delektowaliśmy się widokami z tarasu i przez lornetki podglądaliśmy najwyższe szczyty Tatr. Łagodny podmuch wiatru dodawał nam rześkości. Można byłoby się zapomnieć i pozostać tam na dłużej, ale szlak czekał na nas. Być może kiedyś ktoś z nas znów wróci na Przehybę nie tylko po słońce, ale także z powodu pięknego widoku z tarasu schroniska.

Do Szczawnicy dotarliśmy ok. 18.00, schodząc z gór szlakiem niebieskim. Pięknie zachodzące słońce pozwoliło zarejestrować panoramę Szczawnicy Wyżnej. Każdy z nas pewnie pomyślał, że gdzieś tam jutro znów będziemy wędrować i rejestrować przepiękne chwile naszej eskapady.

Wieczór w Szczawnicy spędziliśmy na posiłku w jakiejś drewnianej knajpie, gdzie poza półlitrowym piwem Żywiec za 3,5 zł, sympatycznymi kelnerkami i zjadliwym jedzeniem nie zaobserwowaliśmy większych atrakcji.
Nocleg przygotowany był w centralnej części Szczawnicy, przy kościele, w starym drewnianym domu wczasowym. Sąsiedztwo tego kościoła dało nam się we znaki wczesnym rankiem w niedzielę, gdy dzwony zaczęły bić niemiłosiernie przez dłuższy czas, chociaż niektórzy podobno ich nie słyszeli;)))

Następnego dnia, po śniadaniu wyruszyliśmy busikiem w stronę Jaworek, by stamtąd szlakiem czerwonym dotrzeć w rejon Radziejowej. Pięknie się zapowiadał dzień od rana, a widoki, które zarejestrowaliśmy warte są wspomnienia. Na początku szlaku mogliśmy z góry podziwiać rezerwat Biała Woda.

Mocno świecące słońce nie przeszkadzało nam w dość trudnym podejściu na Jasielnik. Widoki, jakie się nam ukazywały były warte naszych wyrzeczeń:  naszym oczom ujawniły się wyniosłe i dostojne Tatry oraz Pieniny. Im wyżej się wspinaliśmy, tym większy był nasz zachwyt i radość. Podejście pod Wielki Rogacz było już dla nas nie lada wyzwaniem, ale zaprawieni w bojach daliśmy sobie radę i z taką górką jak Rogacz, oczywiście każdy w swoim tempie;))) Pomiędzy Rogaczem a Radziejową, tam gdzie do szlaku czerwonego dochodzi lokalny szlak żółty postanowiliśmy zregenerować swoje siły i zażyć kąpieli słonecznej a dwie nasze koleżanki w imieniu całej grupy poszły zdobywać Radziejową.

Około 14 weszliśmy na żółty szlak (nowy szlak zwany lokalnym), który miał nas poprowadzić w dół do Rytra. I o ile na początku było miło, to po godzinie zaczął się wyjątkowo trudny odcinek, a zejście pod kątem 45 stopni wzdłuż osuwiska było chyba najtrudniejszym odcinkiem całej eskapady. Dla naszych zmęczonych nóg, a w szczególności kolan był to naprawdę poważny sprawdzian. A jednak udało się dotrzeć do parkingu samochodowego w Rytrze. Przy hotelu Perła Południa znaleźliśmy karczmę z dobrym i tanim jedzeniem. Zasłużyliśmy na solidną porcję jadła, tym bardziej, że czekała nas droga powrotna. Do Warszawy dojechaliśmy o północy.

| More

One Response to “Popradzki Park Krajobrazowy”

  1. [...] Więcej o eskapadzie w rejonie Rytra i Szczawnicy przeczytacie tutaj: Popradzki Park Krajobrazowy [...]