Feed on
Posts
Comments

Przygoda z Drawą

Relacja ze spływu zorganizowanego w dniach: 05 – 08 lipca 2007r. przez Eskapady została przygotowana przez koleżankę Reginę – dziękuję Ci Reniu za ciekawe info a wszystkim uczestnikom za okazany hart ducha i niezłomność na tej trudnej rzece.

Dzień pierwszy – godz. 3.00 – warszawska frakcja grupy rozpoczyna wyprawę.

Godz. 10.00 ? osiągamy Drawno. Byłoby pięknie, gdyby zza strug deszczu cokolwiek było widać. W przyjemnym lokalu w podziemiach, serwującym o tej porze jedynie herbatę i paluszki poznajemy Anię z Poznania, Anię z Warszawy i Aldonę z Krakowa. Możemy wyruszać! Jest nas osiem osób: 3 Anie, 2 Marków, Aldona, Regina i Paweł.

W okolicach południa rozpoczynamy spływ w Prostyni. Lokujemy się w kajakach: Aldona z Anią warszawską w dwójcie, reszta odważyła się na jedynki. Później się okaże, że spływ dwójką był większym wyzwaniem?
Początki spływu są bolesne. Zimno i mokro z każdej strony, przebranie się w spodenki i sandały wydaje się wysiłkiem heroicznym. Na szczęście po pierwszych kilku metrach robi się ciepło. A dalej już jest z górki. Tu żuraw, tam kaczka, dalej bociek. Czasem przestaje padać. Temperatura sprzyja dynamicznemu wiosłowaniu. Drawa płynie powoli wśród łąk i lasów. Nie ma przeszkód, nurt jest spokojny ? sielanka. Po 13 kilometrach wpływamy na jezioro Dubie. Dzielnie pokonując fale zaczynamy rozglądać się za noclegiem, gdy nagle na horyzoncie pojawia się wielka i ciemna chmura. Przezorni kajakarze przyspieszają, ale nie wszystkie kajaki chcą słuchać kajakarzy. Jednak gdy rozpoczyna się ulewa, kajaki natychmiast stają się posłuszne. Niestety, to nas nie ratuje. Przemoczeni osiągamy stanicę w Drawnie.
Tu daje o sobie znać talent organizacyjny Marka i urok osobisty Aldony. Dzięki tym właściwościom nie musimy rozkładać namiotów. Śpimy w domku kempingowym. Hurra!!

Kolejny dzień wita nas chmurami. Na szczęście tylko chmurami. Wypływamy na jezioro, a po pół godziny wracamy na Drawę. Po chwili zaczyna się przygoda?

Najpierw most, potem zakręt, po chwili przewrócone drzewo. Na rzece tłumy. Nic dziwnego ? Drawa można spływać od 1 lipca, więc wszyscy chętni wyruszyli na rzekę. Wpływamy do Drawieńskiego Parku Narodowego. Brzegi rzeki są coraz wyższe i bardziej strome, las staje się coraz dzikszy. Ptaki śpiewają jak szalone, gdy tylko Marek płynący na czele naszej grupy dopuszcza je do głosu. Po brawurowym pokonaniu kilku przeszkód zasłużony odpoczynek i posiłek. Jednak nie w pełnym składzie. Paweł sam popłynął do przodu. Wkrótce po opuszczeniu postoju zauważamy, że daleko nie upłynął. Tym razem przeszkoda pokonała Pawła, Kajka odwrócił się do góry dnem, dobytek wypłynął z kajaka, a śpiwór odpłynął w siną dal. Paweł mężnie zbiera się do kupy, Marki dzielnie stawiają jego kajak we właściwej pozycji i możemy wyruszać dalej. Daleko nie upłynęliśmy, bo przed nami pojawiła się kolejna przeszkoda. Niektórzy pokonali ją gładko, inni zaryli się błocie, ale zdołali zachować pion własny i poziom kajaka. Paweł znów miał pecha? Przymusowy godzinny postój niektórzy wykorzystują na ciężką pracę fizyczną polegającą na wyciąganiu kajaka spod przywróconego drzewa, inni na spacery, a także na higienę kajaka i własną.
W końcu wyruszamy. Spływ staje się coraz bardziej emocjonujący, Drawa przypomina tu rzekę podgórską: wartki nurt, częste zakręty, kamieniste dno. Do tego dochodzą liczne przeszkody. Kajaki nie zawsze są posłuszne, czasem nie chcą wpłynąć w wąskie przejście między przeszkodami, niekiedy klinują się na przewróconych drzewach. Najwięcej problemów przysparza dwójka, cięższa i mniej zwrotna niż zwinne jedyneczki. Ale nie tylko Ania i Aldona mają problemy z pokonywaniem przeszkód? Na szczęście dzielni panowie bohatersko rzucają się w wartki nurt rzeki i ratują z opresji uwięzione kajaki z ludzką zawartością. Nocujemy w Barnimiu II na przyjemnej polanie pośrodku lasu, na wysokiej skarpie nad rzeką.
A rano budzi nas deszcz. Grupa redukuje się do 7 osób, bowiem Paweł postanawia nas opuścić. Reszta grupy zamiast płynąć dalej udaje się do wsi Zaton po zakup artykułów konsumpcyjnych w postaci stałej i płynnej. W drodze powrotnej dochodzą do tego jeszcze grzybki i już wiadomo, że dzisiaj dalej nie płyniemy. Zamiast spływu wielkie żarcie. Ale warto było. Ostatniego dnia dopływamy tylko 8 km do Bogdanki, a i tak zajmuje to nam pół dnia. Ach, te przeszkody? Szkoda kończyć ta szybko, ale może jeszcze tu wrócimy?

| More

Comments are closed.